Nie wiemy ile Tamiya wyprodukowała modeli Ferrari F12 tdf RC w skali 1:10, ale na pewno wielokrotnie więcej niż zakład w Maranello, który ograniczył serię tych aut do 799 egzemplarzy. Należy przypuszczać, że osiemsetna sztuka została przetransportowana do muzeum tej marki. Tajemniczy symbol tdf znany jest z lat 50, w których Ferrari 250 GT Berlinetta cztery razy pod rząd zwyciężało w 10-dniowym wyścigu Tour de France. Dwa lata temu Ferrari postanowiło odświeżyć pamięć
o tych sukcesach i wypuściło współczesny model F12 tdf.
Jak przystało na rasowe GT napęd z 780-konnego silnika V12-6.6 w układzie transaxle popłynął na tylne koła, podczas gdy w tamiyowskim modelu możemy korzystać z podwozia AWD. Możemy cieszyć się z fantastycznej jazdy ocierając się o fizyczny limit i to bez szczególnych konsekwencji. Pojawienie się tego GT nas ucieszyło wyjątkowo, bo – choć żółty, zwiększa naszą czerwoną kolekcję wozów z Maranello, oczywiście w wykonaniu firmy z Shizuoki. A propos kolorów; być może nie każdy wie, że tak naprawdę reprezentacyjną barwą Ferrari jest kolor żółty, a nie czerwony z którym kojarzymy te samochody.
Przygotowując karoserię F12 musimy uważać, by nakładana wg instrukcji czarna farba w okolicy przedniego wlotu, dyfuzora i na progach nie ubrudziła nam lexanu, bo nawet najdrobniejszy pyłek czarnego lakieru, po położeniu żółtej farby, może zakłócać piękno modelu. Swoją drogą szkoda, że Tamiya nie wykonuje naklejek już wyciętych, to by znacznie przyspieszyło i ułatwiło zadanie. WS