Historia Seata Leona nie jest zbyt długa, bo jego pierwsza generacja ukazała się zaledwie 21 lat temu. Technicznie bazowała na Golfie IV, a charakter, najlepiej odzwierciedlał slogan ‘niemiecka precyzja, hiszpański temperament’. Za tą ostatnią cechą krył się lekko sportowy charakter.

Seat_Leon_test2020_02

Nic dziwnego, że pojawiły się bardziej rasowe odmiany takie jak VR6 z 204-konnym silnikiem, a następnie 225-konna Cupra R. O ile były one specjalnymi wydaniami Leona, my wsiedliśmy teraz w zupełnie przeciętny, ale najnowszy model FR z półtora litrowym silnikiem. Okazało się, że i on kryje w sobie sportowy charakter. Pod względem osiągów tylko nieznacznie ulega tym mocnym wersjom, a jeśli chodzi o trzymanie się drogi oraz design – zdecydowanie przewyższa je. Ocenę zacznijmy od stylizacji.

Seat_Leon_test2020_03

Każdy kto się nią interesuje lub choćby stara się ją dostrzec, z pewnością nie pominie motywów dynamizujących całą sylwetkę. Określają one twarz auta, ale uwagę również zwraca ostro przetłoczony bok oraz wysunięty ‘kaczy kuper’. Wszystkie detale świetnie dopracowano, więc każdy z nich – włącznie ze specyficznie wyciętą przednią maską wyglądają rewelacyjnie. Jeśli jednak spojrzymy na Leona jak to się mówi – po całości – dostrzeżemy duże podobieństwo do wcześniejszego modelu. Niektórym trzeba nawet podpowiedzieć, że to nowy samochód. Najprawdopodobniej dzieje się tak za sprawą charakterystycznego trójkąta jaki tworzy kształt słupka C, a także proporcji auta.

https://www.facebook.com/MagazynAutoRok

Po przesunięciu słupków A do tyłu, proporcje powróciły do pierwowzoru autorstwa Giorgetto Giugiaro. Maksymalne wyciągnięcie linii maski sprawiło, że wydłużył się tzw. przedni zwis powodujący efekt przesunięcia przednich kół do tyłu. Jest to zjawisko bardzo mylące, bo akurat rozstaw osi jest duży – 2,69 m. Ciekawy efekt uzyskano we wnętrzu samochodu. Gdy usiądziemy za kierownicą lub na fotelu obok i włączymy zapłon, otoczy nas świetlna listwa. Nawet jeśli sama deska rozdzielcza nie jest szczególnie futurystyczna, możemy poczuć się jak kapitan statku kosmicznego i dobierać barwy podświetlenia.

https://www.facebook.com/MagazynAutoRok

Wnętrze wydaje się poprawne, aczkolwiek zegary mogłyby mieć nieco większą średnicę, a obsługa funkcji ekranu dotykowego bardziej intuicyjna. Zapewne nie jest to odkrywcze, ale wzorowo rozwiązano konstrukcję środkowego podłokietnika (przesuwny i regulowana wysokość). Wsiada i wysiada się nieco trudniej niż np. w Octavii, której linia dachu znajduje się o 5 cm wyżej od podłoża.

Niska pozycja za kierownicą, zwłaszcza w przypadku kierowców o dużym wzroście powoduje wysunięcie fotela do tyłu, a co za tym idzie, ograniczenie miejsca z tyłu. Tam po środku podłogi przechodzi dość wysoki i szeroki tunel, więc w połączeniu z ukształtowaniem tylnej ławy chce się powiedzieć, że mamy do czynienia z konfiguracją 4+1. Tył hatchbacka jest krótki, więc nie spodziewamy się wielkiego bagażnika. Tymczasem nadrabia on głębokością, i w efekcie ma sporą pojemność – 380 litrów.

Seat_Leon_test2020_06

Pod nisko położoną podłogą pomieszczono jeszcze dojazdowe koło zapasowe. Leonem FR 1.5 eTSI powinny być zadowolone przede wszystkim osoby preferujący dynamiczne auta. Silnik jest hałaśliwy, odizolowanie pracy układu jezdnego raczej słabe, zawieszenie testowanego modelu wyposażonego w niskoprofilowe opony (225/40-18) dość twarde – to są przecież typowe cechy samochodu o sportowym charakterze.

Zaostrzały go jeszcze opony Bridgestone, które na zimnej nawierzchni okazywały się śliskie. Dobre osiągi, w tym łatwość przyspieszania (0-100 kmh w 8,4 s, Vmax 221 kmh) wynikająca między innymi z samoczynnie zmieniających się biegów przekładni DSG7, owocują przyjemnością z jazdy, ale i wzmożonym apetytem na paliwo, o czym świadczy spalanie w mieście sięgające 11 l/100 km. Musi być też druga strona medalu, bo wg pomiarów producenta średnie zużycie paliwa wynosi 6,3 l/100 km.

Seat_Leon_test2020_08

Frajda z jazdy Leonem rosła wraz z liczbą pokonanych kilometrów, jak również wykorzystywania dźwigienek przy kierownicy służących do manualnej zmiany przełożeń. Reasumując, im dłużej jeździłem tym autem, tym bardziej odczuwałem jego ukryty sportowy charakter. Pytanie tylko; czy ktoś chce się go doszukać? Cena tego modelu to 108,5 tys. zł, promocyjna 101,5 tys. zł. Niezależnie od oceny samochodu, poprosił bym o tę niższą.
Wojciech Sierpowski

Polub nas na fb: https://www.facebook.com/MagazynAutoRok