Podobno moda na ‘czarną magię’ w ubiorach kobiecych już przemija, ale czarnych żagli i ku zaskoczeniu elewacji budynków widuje się coraz więcej, a z samochodami bywa różnie – nadal dominują odcienie grafitu, ale moda na czarne auta powraca niczym bumerang. W takim właśnie stylu czekała na mnie testowa Omoda 7 Super Hybrid. Nie licząc srebrnych napisów markowych, cienkich ramion dynamizujących felgi, a także srebrnych przebłysków w przednich i tylnych światłach oraz białych tablic rejestracyjnych, wszystko włącznie z połową szyb, wydaje się oblane połyskliwą czernią, a dół nadwozia wykończony ciemno szarym matem z fakturą kevlaru.

Oczywiście patrząc od środka, szyby jak zwykle są tylko przyciemnione. Sylwetka jest zbliżona do hatchbacka, powiększonego do gabarytów crossovera, a właściwie suva. Jeśli w przewarzającej mierze ‘twarz’ decyduje czy auto nam się podoba czy nie, to Omoda 7 dzięki niej ma już silny atut. Ostry poziomy nos stanowiący naturalne przedłużenie maski, groźne spojrzenie, rozchylona paszcza u dołu – to wszystko sprawia, że kojarzy się ona z dziobem rekina. Nie sposób przeoczyć wlotu powietrza ozdobionego parametrycznym wzorem, właściwie będącym charakterystycznym elementem designu chińskich samochodów.

Z trzech stron zakończono go w sposób zanikający, co pozwoliło zrezygnować z jakiegokolwiek obramowania. Po bokach umieszczono płaskie przezroczyste klosze, w których dzięki zminiaturyzowanej technice diodowej spokojnie mieszczą się wszystkie niezbędne światła. Całość stanowi dobrą kompozycję, co nie zmienia faktu, że wystająca krawędź maski może wywoływać różne skojarzenia wśród pieszych, aczkolwiek przy tylu systemach bezpieczeństwa nie powinno dojść do kontaktu. Jeśli chodzi o proporcje, uwagę zwraca mały zwis przedni, świetnie zamaskowany zarówno wykończeniem wnęki koła jak i bardzo szerokim dolnym wlotem powietrza. Tył nadwozia wydaje się muskularny w czym swój udział ma przełamanie dolnej linii bocznych okien – czyli tzw ‘płetwa’ przedłużona dodatkowymi liniami na szybie.
Kasetowe klamki okazują się bardziej poręczne niż stosowane w niektórych autach, wymagające przyciśnięcia z jednej strony i pociągnięcia z drugiej. Przednie drzwi otwierają się szeroko, tylne mogłyby uchylać się pod jeszcze większym kątem.

Silną stroną Omody 7 jest wnętrze; obszerne, nowoczesne, ergonomiczne, ogólnie dobrze zorganizowane, wykonane z dobrych, przyjemnych w dotyku materiałów. Uwagę zwraca mały monitor przed kierowcą wspierany wyświetlaczem head-up oraz spory monitor środkowy, który kryje w sobie prawdziwą niespodziankę. Wnętrze na dwie połowy dzieli konsola środkowa z dwoma miejscami na telefony w tym jedno jest ładowarką indukcyjną. Przesuwana żaluzja zamyka dwie wnęki na kubki z napojem. Za nimi znajduje się duży schowek służący również za środkowy podłokietnik. Podoba mi się wyeliminowanie stacyjki, ale także podświetlenie (kolory można zmieniać) drzwi ukierunkowane tak, by światło odbijało się od srebrnych przycisków do szyb, blokady okien i drzwi, a także klamki wewnętrznej. Dzięki temu staje się ona łatwo dostrzegalna w ciemności. Ale to nie wszystko, otóż najciekawszy pomysł to przesuwny ekran środkowy (seryjny w wersjach luxury i premium). Niemal za dotknięciem różdżki można go przesunąć przed pasażera. Zadowolona będzie młodzież, która chce mieć monitor przed oczami i być może nawigować ucząc się układu ulic w mieście bądź wyrabiając sobie orientację w terenie.

Do niedawna byłem przeciwny przenoszeniu regulacji lusterek na ekran, ale zmieniam zdanie. Stosunkowo łatwo aktywować tę funkcję i jeszcze łatwiej jest zmieniać położenie lusterek pokrętłami na ramionach kierownicy. Podoba mi się także konieczność zapięcia pasów bezpieczeństwa oraz domknięcia drzwi będąca warunkiem ruszenia. Nie mam zastrzeżeń do designu wnętrza ani do ergonomii, oczywiście pomijając fakt, że do obsługi monitora trzeba się przyzwyczaić tak samo jak do pilota nowego telewizora.

W temacie komfort jazdy mam jedno życzenie – aż się prosi o większy skok poosiowy kolumny kierownicy. Fotele – jak dla mnie – super, dobór charakterystyki zawieszenia wydaje się optymalny. Auto łagodnie pokonuje poprzeczne wygarbienia, jak również dziury w nawierzchni, których na szczęście jest coraz mniej. Jednocześnie zawieszenie nie dopuszcza do nadmiernych przechyłów nadwozia podczas pokonywania zakrętów. Zresztą nie ma się co dziwić, że przy rozstawie osi 272 cm i 20-calowych kołach odczuwamy wysoki komfort jazdy.

Również pasażerowie tylnych siedzeń nie mają na co narzekać. Wygodnie mogą podróżować dwie osoby dorosłe i dziecko, albo troje dorosłych na krótszych odcinkach. Za nimi znajduje się bagażnik o pojemności 401 litrów, a gdy podróżujemy we dwójkę, oparcia tylnych siedzeń możemy złożyć powiększając przedział bagażowy do 1294 litrów. Komu i to mało, na dachu znajdują się relingi, do których da się zamocować poprzeczki, a do nich spory box o maksymalnej masie (z zawartością) 75 kg.

Omoda 7 PHEV napędzana jest elektryczno-benzynową hybrydą SHS z możliwością doładowywania akumulatora z zewnętrznego gniazdka. Praktycznie cały układ napędowy znajduje się z przodu. Na najbliżej leżące koła płynie łączna moc 279 KM i moment obrotowy 365 Nm. Na te parametry składa się 143-konny silnik R4 TGDi-1.5 oraz wbudowany w obudowę przekładni silnik elektryczny o mocy 204 KM, a także silnik/generator ISG o mocy 136 KM, który współpracuje z akumulatorem 18,4 kWh.

Przy masie własnej 1870 kg Omoda przyspiesza do 100 kmh w 8,5 s i osiąga prędkość 180 kmh. Podczas ruszania używany jest wyłącznie silnik elektryczny. W trybie EV możemy pokonać dystans do 90 km, ale jeśli pedałem ‘gazu’ będziemy wymuszali dużą moc lub ilość energii w baterii spadnie do ok 25% system ledwie wyczuwalnie sam włączy silnik spalinowy. Niezależnie czy jedziemy w trybie elektrycznym czy hybrydowym, podczas hamowania odzyskujemy energię doładowując baterię trakcyjną. W przedziale prędkości od ok. 40 do 70 kmh napęd SHS przełącza się w tryb hybrydy szeregowej. Wówczas silnik spalinowy uruchamia się w celu doładowania akumulatora trakcyjnego, natomiast za napędzanie kół w dalszym ciągu odpowiada silnik elektryczny. Powyżej 70 kmh wykorzystywany jest pełen potencjał – czyli następuje łączenie mocy obydwu rodzajów napędu. W efekcie zasięg przy całkowicie naładowanej baterii oraz pełnym zbiorniku paliwa (60 l) sięga 1100 km.

Kiedy akumulator jest naładowany, średnie zużycie paliwa wynosi ok 2,3 l/100 km. Gdy nastąpi spadek energii i silnik spalinowy musi ładować akumulator, średnie zużycie benzyny wzrasta do 6 l/100 km. Omodą 7 SHS podróżowaliśmy nie tylko po mieście, ale również szybko autostradą do Amsterdamu i z powrotem. Wówczas apetyt na benzynę wzrósł zaledwie do 7-8 l/100 km. Na długiej trasie dała o sobie znać klasa tego auta; jedzie stabilnie, komfortowo, cicho i przyjemnie, a w czasie ulewy bardzo pewnie hamuje.
Jak zwykle na koniec zostawiliśmy rozmiary auta i nasze pomiary wnętrza. W identycznym układzie nieco wcześniej publikowaliśmy te parametry mniejszej Omody 5 jak również większej, topowej Omody 9.

Krawędź dachu po otwarciu drzwi kierowcy znajduje się 151 cm nad podłożem, więc nie musimy się za bardzo schylać podczas wsiadania, a do tego nie przeszkadza nam narożnik deski rozdzielczej zaokrąglony i wystający 18 cm z otworu drzwiowego.
Wysokość wnętrza mierzona od górnej krawędzi przedniej szyby do podłogi to 114 cm, natomiast szerokość na wysokości łokci wynosi 148 cm. Z kolei odległość podłogi od nawierzchni to 38,7 cm (pomiar z dywanikami). Przed tylnym siedzeniem podłoga jest na tej samej wysokości. Oparcie maksymalnie odsuniętego fotela oddalone jest od pedału hamulca o 107,5 cm, przy cofniętym fotelu między oparciami z tyłu pozostaje 71,5 cm.

Bardzo ważna dla naszego komfortu jest możliwość wysunięcia nóg do przodu w stosunku do koła kierownicy (50 cm). By to zmierzyć musimy odznaczyć na podłodze pion maksymalnie wyciągniętej kierownicy i zmierzyć odległość tego punktu od początku podnóżka lewej nogi kierowcy. Po położeniu oparć tylnych siedzeń powstaje płaszczyzna o długości 162 cm, a gdy przesuniemy fotele i oparcia maksymalnie do przodu wydłużymy ją o dodatkowych 52 cm, przy czym tam podłoga nie sięga.

Odchylana podłoga bagażnika znajduje się na wysokości 77 cm nad podłożem. Pod nią mamy organizer z gaśnicą, przewodem do ładowania i zestawem naprawczym opony. Ale nie możemy z niego zrezygnować z powodu akumulatora instalacji elektrycznej, umieszczony tam w celu zrównoważenia nacisku na obie osie. Zresztą jest jeszcze miejsce na jakieś drobiazgi. Mierząc od spodu, pokrywa bagażnika unosi się elektrycznie na wysokość 182,5 cm. Opony mają rozmiar 235/45-20, wysokość koła to 70,5 cm, felga toczy się 7 cm nad nawierzchnią.
Prześwit wynosi 16,7 cm (w pełni obciążony -1 cm), rozstaw osi 272 cm, gabaryty: 466×187,5×167 cm. Gwarancja obejmuje 8 lat lub przebieg 160 tys km. Cena w zależności od wersji wyposażenia: Comfort 169 900 zł, Luxury 179 900 zł, Premium 184 900 zł. Do testu otrzymaliśmy wersję środkową.

Reasumując; Omoda 7 stanowi dobre wypośrodkowanie między ‘5’ a ‘9’. Jej design wnosi powiew świeżości, a szereg innowacyjnych rozwiązań konstrukcyjnych, wyciszenie kabiny oraz przesuwny monitor sprawiają, że auto jest godne wyróżnienia. Wojciech Sierpowski