Ford Bronco był pierwszym amerykańskim SUV-em, a prototypy które powstawały na jego bazie pokazują jak w różnych okresach styliści interpretowali DNA tej kategorii samochodów.

Nie trzeba być specjalistą od designu, by na podstawie rysunku Forda Bronco z 1963 roku powiedzieć, że w tych czasach dominowały proste formy i proporcje akcentujące przeszkloną część kabiny oraz wydzieloną komorę silnikową. Idąc dalej grill nie odbiegał od stylu limuzyn, a koła w minimalnym stopniu wpływały na stylizację. Takie auta wzorowane były na Jeepach, tyle że miały już nadwozie pontonowe, a we wnętrzu pełną deskę rozdzielczą i nieco wygodniejsze fotele. Ogólnie był to samochód roboczy, 2-miejscowy, ewentualnie 2+2, ze względu na zdejmowany hardtop mogący pełnić funkcję podręcznego pickupa. Nic dziwnego, że stał się ulubieńcem farmerów, weterynarzy i nie tylko. Zważywszy na nienajlepsze drogi na kontynencie amerykańskim, bardzo szybko doceniono napęd na 4 koła, który w powiązaniu z dużym prześwitem i oponami o zwiększonej nośności, czynił z niego auto terenowe.

Za designem pierwszej generacji modelu Bronco stała cała grupa stylistów, ale dyrekcji koncernu oraz szefowi designu George Walkerowi najbardziej do gustu przypadły szkice McKinleya-Thompsona Jr., pierwszego afroamerykańskiego absolwenta ArtCenter College of Design w Pasadenie, zatrudnionego w dziale Ford Advanced Design.

Bronco został zaprezentowany w 1965 roku, a więc rok po sensacyjnym Mustangu. Czy te modele mogły mieć coś wspólnego? Tak, oba natychmiast wywołały ogromne zainteresowanie, o realizacji obu decydował Lee Iacocca, a ponadto łączył je emblemat w postaci konia. W Mustangu wyrzeźbiono rumaka w galopie, a w Bronco wierzgającego. Oczywiście na potrzeby najnowszego modelu Bronco styliści zmodyfikowali ten symbol.  

Z chwilą gdy Bronco ukazał się na rynku, zaczęto fantazjować na temat wersji rekreacyjnej. Jeszcze w 1966 roku przedstawiono ładnie ubraną offroadową wersję 2+2 z pałąkiem przeciwkapotażowym a’la targa z wbudowanymi zagłówkami, obniżoną linią drzwi i stopniem ułatwiającym wsiadanie, a także zamykaną ‘paką’ z relingami i dwoma po bokach rozkładanymi siedziskami. Piękne szerokie felgi i wykończenie w stylu ‘woody’ dopełniały nowego charakteru auta, a biegnące bokiem rury wydechowe świadczyły, że nie chodzi o słabiaka.

W latach 80 udoskonalono tę koncepcję w oparciu o model Bronco II. W prototypie Montana Lobo dało o sobie znać dążenie do wygody, wzbogaconego wyposażenia oraz możliwość odcięcia się od złej aury. Uwagę zwracały drzwi z plexi, dach typu T-roof, wydłużony tylny zwis i skrzynie na sprzęt umieszczone tuż za tylnymi kołami, pałąk bezpieczeństwa wykonany jako spojler z umieszczonymi pod nim reflektorami. Pod maską kryła się widlasta ósemka o pojemności 5 litrów. Był to jeden z najbardziej pomysłowych konceptów Forda z tamtej epoki, więc ku zaskoczeniu żaden z motywów wyróżniających go nie znalazł odzwierciedlenia w modelach produkcyjnych.

Pod koniec tej samej dekady nastąpiło coś w rodzaju ‘skoku w bok’. Projektanci zdecydowanie zaczęli wybiegać w przyszłość, a poza tym nastąpiła fascynacja samochodami kategorii MPV. Dominował design powierzchniowy, sprzyjający aerodynamice, a wystrój i kształt nadwozia zdecydowanie nawiązywały do jednobryłowych minivanów i … wizji przyszłości. Tak właśnie prezentował się Ford Bronco DM-1 zaprojektowany przez Dereka Millsapa. W tonacji futurystycznej utrzymano też wyjątkowo luksusowo wykończone 5-miejscowe wnętrze. Tym razem za bazę techniczną posłużyło podwozie Escorta z nadwoziem z elementów stalowych pokrytych panelami z tworzywa sztucznego. Podobno to koncepcyjne auto jeździło, aczkolwiek po wielkości kół trudno w to uwierzyć, no chyba, że wspawano większe wnęki kół. 

Realizując kolejny projekt U260 w 1999 roku powrócono na z góry upatrzoną ścieżkę, czyli do 2-miejscowego kompaktowego pickupa, decydując się na design, który najlepiej określić schematycznym. Polega on na klarownym podziale brył i poszczególnych elementów karoserii, ograniczeniu przetłoczeń do niezbędnych, a także na absolutnie prostych wzorach grilla, świateł itd. U2 w nazwie to ‘utility for two’, ale nie wiemy co znaczyła liczba 60? Być może idea z lat 60-tych. Wszystko wskazywało na to, że U260 bazujący na platformie Rangera wejdzie do produkcji, jednak na skutek wpadki z dachującymi Explorerami wstrzymano projekt.

5 lat później, a więc w 2004 roku w ramach akcji promocyjnej ‘Living Legends’ J.Mays zaprojektował muskularnego, wręcz brutalnie wyglądającego Bronco Concept postawionego na gigantycznych kołach (265/70-18). Siłą rzeczy wielkie były też wnęki kół, przez co auto trochę przypominało Mercedesa G. Cechą szczególną designu były ścięte narożniki zwisów nadwozia. Chociaż auto wyglądało jakby miało z 400 koni i silnik V8, pod maską znalazł się zaledwie 128-konny turbodiesel TDCi 2.0 (+50 KM wtrysk nitro) współpracujący z układem napędowym 4×4. Jak na rozstaw osi zaledwie 2,4 m zaskakująco duży był prześwit – 27 cm. W pewnym momencie przymierzano się do którejś z istniejących platform, ale recesja zrobiła swoje. Być może nie była ona jedyną przyczyną odstąpienia od projektu. Nie wszystkim odpowiadał zimny, maszynowy design z trudnym do zdefiniowania stylem – retro czy futurystyka?

W przypadku współczesnego modelu Bronco, styliści doskonale sobie poradzili ze stylem. Choć 2/4-drzwiowy offroader, jak również spokojniejszy, bardziej rodzinny model Sport przypominają swój pierwowzór, emanują ciepłem, mają urokliwe twarze, a przy tym wydają się nowoczesne. Możemy się w nich doszukać pewnych podobieństw do wcześniejszych konceptów (za wyjątkiem DM-1), ale jednak w największym stopniu – zwłaszcza ten hardkorowy – kojarzy się z pierwszą generacją Forda Bronco. Powiedzmy jest współczesną interpretacją tej ikony – analogicznie jak w przypadku Mustanga. Ta metoda rzeczywiście się sprawdza.

Warto też zwrócić uwagę na kryteria i sposób oznakowania aut w poszczególnych okresach. W latach 60 i 70 najważniejsze było umieszczenie napisu Ford w najbardziej wyeksponowanym miejscu na grillu, natomiast nazwę modelu przyczepiano na błotnikach tuż za przednimi kołami. W latach 80 z przodu auta umieszczano małe, ledwie widoczne logo w postaci fordowskiej śliwki i nazwę modelu na błotnikach. Teraz, kiedy nazwa Ford znana jest chyba każdemu z Ziemian, na grillu będącym wizytówką auta lansowana jest nazwa Bronco, prawie nieznana młodym ludziom. Być może z czasem stanie się ona wartością samą w sobie tak jak dziś hasło Mustang.

Szkoda, że tym razem obeszło się bez pojazdu koncepcyjnego. Być może nawet powstał, ale przecież nie było go gdzie pokazać, wszak od roku nie funkcjonują wystawy motoryzacyjne.

Wojciech Sierpowski 

Polub nas na fb: https://www.facebook.com/MagazynAutoRok