Odbierając testowego Fiata 500C Electric dowiedziałem się, że jest to wersja Red. No to poszedłem na plac i już miałem szukać czerwonego autka. Na szczęście dzięki zdalnemu otwieraniu kluczykiem natychmiast wiedziałem, który z samochodów zareagował na mój sygnał. Odezwała się czarna 500-ka z małym napisem Red. Kilka miesięcy wcześniej testowaliśmy czerwoną wersję Red, no to wszystko się zgadzało. Okazuje się że ta nazwa przypisana jest do koloru wnętrza (panel deski rozdzielczej) i lusterek, a nie do koloru całego nadwozia. Jednym słowem czarny to też ‘czerwony’. Aczkolwiek właśnie testowany wcześniej czerwony Red nie miał czerwonych foteli. Prawdopodobnie był to jedyny przypadek, albo wybór zamawiającego, bo za dużo byłoby czerwieni w tym aucie.
To wszystko nie zmienia faktu, że moim zdaniem nowa pięćsetka jest najbardziej urokliwym samochodem miejskim, a zarazem najbardziej ponadczasowym, jaki kiedykolwiek się ukazał, a testowany egzemplarz miał jeszcze dwie cechy, za sprawą których warto się min zainteresować. Jedna to dach kabrio, druga – napęd elektryczny. Zacznijmy od tej pierwszej cechy. Elektrycznie przesuwane do tyłu miękkie poszycie może zostać otwarte do końca linii dachu, albo też jeszcze dalej zsunięte w dół. Trochę ogranicza widoczność, ale za to nie ogranicza dostępu do bagażnika z klapą otwieraną do góry. Może miękki dach nie zapewnia aż tak dobrego wyciszenia jak stalowy z wyściółką, ale za to w kilka sekund odsłania nam widok na niebo. Jedyna rzecz, którą bym zmienił to umieszczenie dwóch małych włączników mechanizmu otwierająco-zamykającego, na konsoli środkowej zamiast wysoko przy lusterku wewnętrznym. Obsługa dachu byłaby bardziej poręczna.
Jak przystało na miejskie auto elektryczne, nie wyposażano go w wielki, ciężki, drogi, długo ładujący się akumulator, lecz w kompaktowy o pojemności 42 kWh. Z jego energii korzysta silnik elektryczny o mocy 118 KM. Przy masie auta ok 1400 kg jest on w stanie zapewnić zaskakujące, albo inaczej patrząc – przyjemne dla kierowcy- przyspieszenia (0-100 km w 9,0 s). Celowo zaznaczam – dla kierowcy, bo pasażerowie mogą być innego zdania.
Trudno powiedzieć, jaką prędkość maksymalną jest w stanie zapewnić moc silnika, bo w trosce o zasięg elektronicznie ograniczono ją do 150 kmh. A propos zasięgu, wg normy WLTP wystarcza on na pokonanie 305-355 km i do 435 km przy oszczędnej jeździe na długiej trasie. W chwili odbioru auta komputer pokładowy pokazywał 90% naładowania i zasięg 227 km. Po pokonaniu 103 km, spadł o 168 km. Za sprawą ładowania na stacji Greenwaya (50 kWh) trwającego 49 minut, zasięg wzrósł z 60 do 238 km (93%).
Kolejne jazdy, aż do oddania samochodu to łącznie 232 km i spadek zasięgu o 202 km. Po tych dwóch turach jazd widać, jak dużą różnicę sprawiają warunki atmosferyczne oraz styl jazdy. Jeśli zsumujemy wynik, okaże się, że pokonanie dystansu 341 km, spowodowało spadek zasięgu o 370 km. Taką zależność trzeba brać pod uwagę planując dłuższą podróż ‘elektrykiem’.
Wracając do designu, nowy Fiat 500 – mimo pozorów – ma wszystkie elementy nadwozia inne niż wcześniej testowana 500-ka, zupełnie nową deskę rozdzielczą, większe, lepiej wyprofilowane zagłówki i wiele innych części. Różnice te stają się najbardziej widoczne, gdy auta te postawimy obok siebie, albo chociaż porównamy je na zdjęciach. Nowy model wyróżnia się nowoczesnym wzorem świateł, ma świetnie dobrane felgi, natomiast co do klamek – raczej jestem za klasyką, która może być ozdobą nadwozia. Natomiast nowoczesne klamki wyglądają jakby … ich nie było. To są jednak detale; ważne, że ‘pięćsetka’ pozostała ’pięćsetką’. Szkoda tylko, że cenowo testowana wersja wystrzeliła do poziomu 172,9 tys. zł i w efekcie nie widuję tych aut na naszych drogach.
Wojciech Sierpowski, fot autor i APR-foto























