Kiedy jechałem odebrać testowego ‘Delfina’ przed oczami miałem żółte autko miejskie, które poznałem podczas przejażdżki przy okazji prezentacji tego modelu. Lubię żółty kolor, a do tego bardzo pasuje do designu Delfina, bo zapewnia przyjemny dla oka kontrast między lakierem nadwozia a czarnymi plastikowymi elementami wykończenia, które dzięki artystycznie dobranym kształtom wpływają na wygląd całego samochodu. Tak naprawdę nie jest to żółty kolor tylko lime green, ale w końcu każdy widzi to co chce. Ważne że się podoba.
Tym razem do testu otrzymałem auto białe i oczywiście nie miało to znaczenia, ba nawet lepiej pasuje do białego domu z grafitowym dachem. Choć Delfin jest relatywnie mały, jego świetny design zwraca uwagę i przyciąga spojrzenia. Rzeczywiście jest to rewelacyjny, niezwykle dynamiczny, pozytywny jak na ten segment design, a uzyskane efekty wizualne i proporcje zasługują na najwyższe wyróżnienie.
Wnętrze robi nie mniejsze wrażenie niż wygląd zewnętrzny. Dominuje w nim czysty design i kształty, które możemy skojarzyć z falami morza. Nawet jeśli ktoś ich nie dostrzega, prędzej czy później zauważy elementy pełne artyzmu. Nic dziwnego, że surfowanie po mieście gwarantuje dobre samopoczucie. Wystarczy krótka przejażdżka, by przekonać się, że auto spełnia nasze oczekiwania, a jego prowadzenie daje dużo satysfakcji. Ponieważ nie znalazłem rażących wad, to chociaż powiem co mi trochę przeszkadza. Otóż spora powierzchnia przedniej szyby za lusterkiem wewnętrznym zasłonięta jest ‘czarną skrzynką’, która utrudnia obserwację świateł przed skrzyżowaniem. Ponadto fala deski rozdzielczej odbija się w szybie.
Ekrany zarówno ten malutki przed kierowcą jak i centralny, dotykowy, który elektrycznie może być ustawiany w pionie lub w poziomie, wydają się odpowiedniej wielkości. Problem w tym, że żadna z osób jadących na tylnym siedzeniu nie była w stanie odczytać zegarka, ani znaku drogowego informującego o ograniczeniu prędkości jazdy. I wcale nie dziwiłem się, że nie dostrzegają, bo ja zza kierownicy też nie mogłem odczytać małych literek na zasadzie krótkiego zerknięcia. To powinno być jak najszybciej zmodyfikowane. Bardzo odpowiadają mi obrotowe potencjometry na kierownicy.
Pod środkowym monitorem znajduje się seria srebrnych przełączników, a wśród nich z lewej strony przełącznik jazdy do przodu lub do tyłu. Nie wiem tylko czy przy słabym oznakowaniu nie będą występowały pomyłki co do ruszania w pożądanym kierunku, bo przełącznik jest nietypowy jak na tak ważną funkcję, aczkolwiek łatwo przyzwyczaić się do niego. Dla mnie wszystkie piktogramy na tych przyciskach są za małe, słabo widoczne. W konsoli środkowej dobrze ukształtowano miejsce na bezprzewodowe ładowanie telefonu, nie wypada on na zakrętach ani podczas hamowania. Spora szerokość auta sprawia, że siedząc z przodu odczuwamy dużą ilość miejsca. Ale na tym nie koniec; również z tyłu spokojnie mogą usiąść dwie dorosłe osoby. Ba, jeszcze starczyło miejsca na pojemny – jak na tę wielkość pojazdu – bagażnik (308-1037 l). Jeśli chodzi o design, ergonomię, materiały i wykończenie w zasadzie nie mam zastrzeżeń. Ogólnie miło spędza się czas w tak ładnym wnętrzu.
Jeśli ktoś zechciałby porównać Dolphina Surf do swojego samochodu, to rozstaw osi wynosi 250 cm, a podstawowe gabaryty auta są następujące: 399x172x159 cm. Nasze pomiary wskazują, że wsiadając, krawędź dachu po otwarciu drzwi znajduje się 140 cm nad podłożem, więc nie musimy się za bardzo schylać, żeby o nią nie zawadzić, a do tego nie przeszkadza nam narożnik deski rozdzielczej; wystaje zaledwie 15,5 cm z otworu drzwiowego, więc wsiadając nie zawadzimy o niego kolanem. Wysokość wnętrza mierzona od górnej krawędzi przedniej szyby do podłogi to 112 cm, natomiast szerokość na wysokości łokci wynosi 138 cm. Z kolei odległość podłogi od nawierzchni to 33 cm. Oparcie maksymalnie odsuniętego fotela od pedału hamulca oddalone jest o 109 cm, przy cofniętym fotelu między oparciami z tyłu pozostaje 65 cm.
Bardzo ważna dla naszego komfortu jest możliwość wysunięcia nóg do przodu w stosunku do koła kierownicy. By to zmierzyć musimy odznaczyć na podłodze pion maksymalnie wyciągniętej kierownicy i zmierzyć odległość tego punktu od początku podnóżka lewej nogi kierowcy – wynosi ona 46 cm. To jest dobra odległość, a poza tym szeroki, wygodny podnóżek zapobiega wpadaniu lewej nogi w miejsce, w którym zwykle znajdował się pedał sprzęgła. Po tygodniowej eksploatacji stwierdziłem, że być może wolałbym węższy podnóżek od czasu do czasu umożliwiający wyprostowanie nogi.
Przejdźmy do bagażnika; odchylana podłoga znajduje się na wysokości 57 cm, a pod nią jest jeszcze obszerna głęboka wnęka. Mierząc od spodu, pokrywa bagażnika unosi się na wysokość 177,5 cm, przy czym po bokach znajdują się ostre krawędzie, ale dopiero na wysokości 192 cm. Koła – choć wydają się małe – mają rozmiar 185/55-16, wysokość koła to 73,5 cm, felga toczy się zaledwie 5,5 cm nad nawierzchnią, więc musimy uważać na ostro zakończone pozimowe dziury w nawierzchni. Zwłaszcza, że w zestawie nie ma koła zapasowego. Jeśli bym kupił Delfina, z pewnością szukałbym możliwości pomieszczenia we wnęce bagażnika choćby dojazdówki.
Jeśli chodzi o jazdę – jak to w elektryku – we wnętrzu panuje cisza, spora moc (156 KM) zapewnia relatywnie dobre osiągi; 0-100 kmh w 9,1 s, prędkość maksymalną ograniczoną do 150 kmh, by nie następowało zbyt szybkie zużycie energii przy większej prędkości. Przy akumulatorze 43,2 kWh zasięg wg cyklu WLTP wynosi 310 km w trasie i 460 km w mieście. Tak spora różnica wynika z częstego dotaczania się i hamowania podczas jazdy miejskiej – czyli z odzyskiwania prądu, czego w zasadzie brakuje podczas jazdy trasą szybkiego ruchu bądź autostradą. Gdy odbierałem samochód, akumulator był naładowany w 99%, a komputer pokładowy pokazywał zasięg 285 km.
W czasie testu dwukrotnie krótko doładowałem akumulator zwiększając zasięg o 98 km. W efekcie jeżdżąc po Warszawie łącznie pokonałem 268 km, w tym czasie zasięg spadł o 325 km. Szczerze mówiąc spadek był większy niż przypuszczałem, ale było zimno, więc włączałem ogrzewanie i światła, radio, sporadycznie wycieraczki. W nocy przy minus 10 stopniach zasięg w zaparkowanym aucie spadł o 3 km, a zaraz po ruszeniu o kolejne 3 km. Później było już cieplej, więc w nocy spadek nastąpił tylko o 1 km, a po ruszeniu dodatkowo o 3 km. Jestem pewien, że w cieplejszych miesiącach dane o zużyciu energii byłyby znacznie korzystniejsze. Nie wiem tylko dlaczego tak rozwinięta firma nie wyposaża auta testowego z kartą do ładowania akumulatora? Na szczęście sytuację jak zwykle ratuje firma GreenWay.
Reasumując koncern BYD może być dumny ze swojego najmniejszego modelu, który okazuje się wielki nie tylko pod względem designu oraz rozmiarów, ale przede wszystkim jest ogólnie pozytywny. Cena testowanego modelu w wersji Comfort to 110 500 zł.
Wojciech Sierpowski























