Co do samochodów segmentu B taktyki są dwie; jedna to wizualne uatrakcyjnienie auta i jego wnętrza – czyli design i kolorystyka, druga to auto spokojne, pozbawione ozdób, ponadczasowe. Reprezentantem tej drugiej opcji jest Chery Tiggo 4, a więc póki co najskromniejszy model znanej już na świecie rodziny chińskiego koncernu.
Do testu otrzymaliśmy wersję Hybrid, która będąc samochodem miejskim w czarnym kolorze z niewielką ilością chromowanych ozdób, wygląda ekskluzywnie. Dla mnie chyba jedynym niedopatrzeniem są matowe ramki okien. Reszta włącznie z wystrojem felg – ok. Matowe wykończenia nie przeszkadzają mi w dolnej strefie nadwozia. Chromowana listwa nad progiem mogłaby być trochę dłuższa. Ciekawe jest to, że ‘czwórka’ nie ma niczego spektakularnego, ale też niczego, co by drażniło. Najbardziej rzucającym się w oczy elementem jest wielki, specyficznie wykończony grill. Można powiedzieć, że jest dobrym znakiem rozpoznawczym, przy czym spora ilość podobnych grilli w autach chińskich utrudnia identyfikację marki a tym bardziej modelu. Nawet logo nie zawsze pomaga, bo póki co z wieloma z nich mamy problem. Logo Chery bardzo przypomina wzór Infiniti. W Europie nie ma to wielkiego znaczenia, wszak ta japońska firma wycofała się z naszego kontynentu.
Wnętrze w zasadzie nie odbiega od światowej konkurencji, jest eleganckie utrzymane w ciemnografitowej tonacji, w dużej mierze znormalizowane. Pod względem designu a nawet ergonomii bardzo poprawne. Główny mebel jakim jest deska rozdzielcza wygięto narożnikami do przodu, więc wsiadając nie uderzamy o nie kolanem. Środkowa, piętrowa konsola nie jest nadmiernie wysoka ani zbyt szeroka. Monitory też nie są przesadnie duże. To wszystko sprzyja atmosferze spokoju, tak potrzebnej zwłaszcza w długotrwałym przemieszczaniu się w miejskich korkach. Dobrym rozwiązaniem jest konieczność zapięcia pasów bezpieczeństwa na zajętych fotelach. Bez tego auto nie ruszy. Z przodu odczuwamy dużą ilość miejsca, z tyłu mniejszą, aczkolwiek jak już dwie osoby usadowią się, to podróżują wygodnie. Ciasnawo robi się gdy dosiądzie się trzecia osoba. Bagażnik jak na segment B jest spory 430-1190 litrów.
Chery Tiggo 4, dzięki pudełkowatemu nadwoziu i pokaźnej wysokości, w rzeczywistości okazuje się większy niż na zdjęciach, jak również większy od wielu swoich rywali. Ma rozstaw osi 261 cm i gabaryty 432x183x164,6 cm. Z naszych pomiarów wynika, że wsiadając krawędź dachu (po otwarciu drzwi) znajduje się 148,5 cm nad podłożem, więc nie musimy się za bardzo schylać, żeby o nią nie zawadzić, a do tego nie przeszkadza nam narożnik deski rozdzielczej wystający zaledwie 15 cm z otworu drzwiowego. Wysokość wnętrza mierzona od górnej krawędzi przedniej szyby do podłogi to 116,5 cm, natomiast szerokość na wysokości łokci wynosi 147 cm. Z kolei odległość podłogi od nawierzchni to 36,5 cm. Oparcie maksymalnie odsuniętego fotela od pedału hamulca oddalone jest 107 cm, przy cofniętym fotelu między oparciami z tyłu pozostaje 68 cm.
Bardzo ważna dla naszego komfortu jest możliwość wysunięcia nóg do przodu w stosunku do koła kierownicy. By to zmierzyć musimy odznaczyć na podłodze pion maksymalnie wysuniętej kierownicy i zmierzyć odległość tego punktu od początku podnóżka lewej nogi kierowcy. W tym aucie odległość ta wynosi 49 cm, więc kierowca nie musi podkurczać lewej nogi.
Odchylana podłoga bagażnika znajduje się na wysokości 72 cm. Pod nią znajduje się drugie dno z wnęką która powinna pomieścić co najmniej dojazdówkę. Mierząc od spodu, pokrywa bagażnika unosi się na wysokość 180,5 cm, przy czym po bokach znajdują się ostre krawędzie na wysokości 186,5 cm, na które osoby bardzo wysokie muszą uważać. Koła mają rozmiar 215/60-17, wysokość koła to 66 cm, felga toczy się 8,5 cm nad nawierzchnią.
Tiggo 4 wyposażono w układ hybrydowy typu HEV, a więc we własnym zakresie doładowujący relatywnie mały akumulator (1,83 kWh), znajdujący się pod podłogą w obszarze przednich foteli. Dzięki specjalnej, przekładni wielobiegowej dedykowanej właśnie tego typu hybrydzie, bez naszego udziału optymalnie współpracuje silnik spalinowy R4-1.5-95 KM oraz 204-konny EV, wykorzystywany również jako generator. Ta współpraca najwyraźniej układa się bardzo dobrze, bo dysponując mocą 163 KM nie odczuwamy drgań, jest cicho, w miarę dynamicznie (0-100 kmh w 8,9 s) i co najważniejsze oszczędnie. Jeżdżąc po mieście auto zużywa 4,5-5,5 l/100 km, na trasie ok 6 l, a średnio wychodzi ok 5,3 l/100 km. Biorąc pod uwagę rozmiar pojazdu jak i jego masę blisko 1,5 tony, osiągi jak i komfort sprawiają, że przyjemnie jeździ się ‘czwórką’. Na śliskiej lub luźnej nawierzchni występuje lekka podsterowność, wynikająca z umieszczenia całego zespołu napędowego z przodu. Dzięki prześwitowi 14,2 cm i dużym kołom o wysokich bokach nie musimy bać się marnych, pofalowanych nawierzchni, pamiętając jednak, że nie jest to samochód terenowy.
Reasumując; im dłużej jeździłem Tiggo 4, tym mniej chciało mi się z niego wysiadać. Biorąc pod uwagę brak istotnych wad, ten niepozorny samochód może sporo namieszać w swoim segmencie. Zużycie do 5 litrów benzyny na 100 km wydaje się akceptowalne nawet przy ekstremalnie wysokiej cenie paliwa. Zwłaszcza, że cena Tiggo 4 nie jest wygórowana. Wersja Essential kosztuje 95 900 zł, a Prestige 105 900 zł. Dodatkową zachętę stanowi 7-letnia gwarancja oraz 8-letnia na akumulator.
Wojciech Sierpowski























