Nie od dziś wiadomo, że są kobiety, które cierpią gdy na przyjęciu pojawi się inna w takiej samej sukni. Ale istnieją też mężczyźni, którzy nie chcą widywać innych w takim samym aucie. By tak właśnie się nie zdarzyło, jedni indywidualizują swoje auta, a co zamożniejsi kupują wersje specjalne wytwarzane w niewielkiej serii. Jednak najmniejsza nawet seria nie wyklucza iż przypadkowo mogą się spotkać dwa identyczne pojazdy.

Dlatego też od pewnego czasu rośnie liczba modeli wykonywanych jednostkowo, pod konkretne zamówienie. Właściciel takiego cacka uczestniczy już przy projektowaniu przyszłego samochodu, a konstruktorzy i styliści starają się spełnić jego życzenia. Tym razem tajemniczy bogacz zażyczył sobie niepowtarzalne, drogowe Lamborghini, którego DNA pochodziło z wersji wyścigowej. Przygotowaniem pojazdu zajął się dział Squadra Corse (stąd symbol SC), a nad rasowo agresywnym wyglądem czuwali styliści Centro Stile kierowanego przez Mitję Borkerta.

Nie wiemy skąd pochodzi zleceniodawca, ale najprawdopodobniej z regionu, w którym rzadko pada, bo niepotrzebny był mu dach ani nawet przednia szyba. Jak zwykle w wozie specjalnym z Sant’Agata Bolognese nieodłącznym elementem są sporej wielkości wloty, wyloty, rzucające się w oczy spojlery no i oczywiście mocarny silnik V12. Najwyższym punktami kevlarowego nadwozia są obudowy pałąków przeciwkapotażowych. Centralnie położona, wolnossąca, ‘widlasta dwunastka’ ma 6,5 litra pojemności i moc 770 KM.

Moment obrotowy 720 Nm poprzez zautomatyzowaną przekładnię 7-biegową płynie na wszystkie koła. Przednie mają średnicę felg 20 a tylne 21 cali. Jak przystało na auto rasowe, koła mocowane są centralną nakrętką. WS