Zamiana testowego Mercedesa-AMG SL na Mercedesa-Benz GLC EQ to tak jak kosmiczna przesiadka. Diametralnie inne trajektorie lotu, kokpity opracowane z myślą o zupełnie odmiennych potrzebach, no i oczywiście dwa rodzaje napędu, jeden to pędzący meteor, a drugi niczym wschodząca gwiazda pełna energii elektrycznej. Ale zejdźmy na ziemię; są też wspólne cechy takie, jak wysoka jakość, najnowocześniejsze technologie, maksymalny poziom bezpieczeństwa, świetne prowadzenie i osiągi zapierające dech w piersiach.
Model GLC EQ to przedstawiciel gigantycznej grupy pojazdów, jaką stanowią suvy. Nadwozia wielu z nich są niezwykle podobne do siebie. Skoro po bokach, a nawet patrząc na tył, nie jesteśmy w stanie rozpoznać auta, to niezwykle ważna okazuje się jego ‘twarz’.
Styliści dobrze wybrnęli z zadania, bo z daleka widać, że nadjeżdża Mercedes. Powrócili do wielkiego grilla, który służy głównie względom wizualnym i dodatkowo ozdobili go dużą gwiazdą. Mało tego motyw gwiazd pojawia się zarówno w przednich jak i tylnych światłach. Szkoda tylko, że cały pas przedni nie jest bardziej wypukły, bo przy rzucie bocznym wygląda jakby za karę nadwozie pionowo zostało ścięte. Tak czy inaczej, efekt jest bardzo dobry – widać klasę, a kto zajrzy do wnętrza mówi tylko wow. Sprawia to kolorystyka, dokładniej określając biała tapicerka, grafitowe plastiki oraz akcenty matowo chromowane, jak również czarna szyba ekranów o szerokości całej deski rozdzielczej, obejmująca boczne dysze nawiewu. Zazwyczaj preferuję zminimalizowany zestaw zegarów przed kierowcą i duży monitor po środku, ale takie rozwiązanie jak w GLC po prostu imponuje – podobnie jak i holograficzny wyświetlacz na linii wzroku kierowcy.
Pięknie prezentuje się kierownica, konsola środkowa oraz boczki drzwi ze srebrnymi panelami pełniącymi kilka funkcji. Jeśli przyjmiemy, że lewa dłoń kierowcy po zdjęciu z kierownicy powinna trafić na przyciski przednich szyb, to ich umiejscowienie nie jest zbyt poręczne. Ale rozwiązanie wydaje się proste; zamienić miejscami pięknie stylizowane przyciski do szyb z pozostałymi przyciskami (głównie do regulacji lusterek). Moją uwagę zwrócił jeden bardzo praktyczny drobiazg. Chodzi o listwę z przyciskami umieszczoną na końcu wnęk służących do ładowania telefonów. Otóż ‘komórka’ minimalnie wsuwa się pod nią i w ten sposób nie grozi jej odfrunięcie podczas przyspieszania. Szkoda, że wnęki na pojemniki z napojem nie są zasuwane żaluzją. Jak zwykle bardzo pasują mi potencjometry na ramionach kierownicy. Często korzystam z prawego służącego do zmiany głośności audio i uważam, że nie ma lepszego rozwiązania niż rolki, które nie zmuszają nas do odrywania wzroku od drogi. Mimo lotniczych foteli, nie zrezygnowano z regulacji zagłówków. Atrakcyjny jest tzw nocny design, jak również wielka szyba dachowa, która może pozostać przezroczysta lub częściowo, bądź całkowicie mleczna.
Z tyłu jest dużo miejsca i ogólnie nie można narzekać na brak komfortu. Jeśli ktoś zwraca uwagę na rozwiązania godne naśladowania – z pewnością jednym z nich jest umiejscowienie i zamocowanie gaśnicy. Na bagaże pozostało całkiem sporo miejsca – 570-1740 litrów, a dodatkowo z przodu pod maską mamy wnękę (128 litrów) na przewody do ładowania etc.
Pod względem konstrukcyjnym, Mercedes GLC EQ jest jednym z najbardziej zaawansowanych samochodów osobowych. I to się czuje – a właściwie nie czuje, bo dzięki pneumatycznemu zawieszeniu Airmatic wszelkie nierówności – włącznie z progami zwalniającymi – są łagodzone, a wahania nadwozia ograniczone do absolutnego minimum. Auto dosłownie płynie. Pneumatyka pozwala też utrzymywać stały prześwit niezależnie od obciążenia, bądź zwiększyć go przyciskiem, co bez wątpienia istotne okazuje się w warunkach terenowych.
Ponieważ model GLC EQ jest duży i ciężki, więc w celu złagodzenia tych cech konstruktorzy pokusili się o wprowadzenie systemu powodującego skręt tylnych kół (do 4,5 stopnia), co owocuje zmniejszeniem średnicy zawracania. Zgodnie z napisem 4MATIC na tylnej klapie, napęd płynie na cztery koła. Układ ten realizują silniki o łącznej mocy 489 KM, umieszczone przy obu osiach. Rozpędzają one kolosa ważącego 2536 kg w 4,3 s do setki i pozwalają osiągnąć prędkość maksymalną 210 kmh. Jest jeszcze coś, co może imponować: otóż zasięg wg producenta, przy akumulatorze 94 kWh oraz wydajnej rekuperacji (do 300 kW), sięga 633 km. Podczas jazdy uwagę zwraca świetne zgranie systemu rekuperacji z hydraulicznym układem hamulcowym uruchamianym pedałem. Póki jest to możliwe, dominuje ten pierwszy i to w sposób wyraźnie wyczuwalny – stąd dobry efekt w zakresie średniego zużycia energii – a przy okazji mniejszego zużycia okładzin ciernych. Regulacja siły hamowania silnikiem odbywa się łopatkami przy kierownicy.
Wracając do zasięgu, w praktyce gdy odbierałem samochód, komputer pokładowy sugerował, że jeżdżąc w sposób jaki ktoś wcześniej preferował, pokonałbym 399 km. Po przejechaniu 140 km zasięg spadł o 141 km, co w tej klasie elektryków jest bardzo dobrym wynikiem. Później było szybkie doładowanie (moc ładowarki 150 kW) w czasie 20 minut zasięg wzrósł o 165 km. Kolejny odcinek jazdy, tym razem autostradowej 155 km, w czasie którego zasięg spadł o 184 km – mimo pozorów – nadal potwierdził oszczędne obchodzenie się z energią. I końcówka do zdania samochodu: 26 km – zasięg spadł o 21 km. Reasumując; podczas dominacji jazdy miejskiej, pokonywane kilometry i malejący zasięg średnio mają się do siebie jak 1:1.
Na koniec wróćmy do rozmiarów Mercedesa GLC EQ: rozstaw osi 297 cm, gabaryty: 484,5×191,3×164,4 cm oraz rozmiarów jego wnętrza. Wsiadając krawędź dachu po otwarciu drzwi znajduje się 144 cm nad podłożem, więc nie musimy się schylać, żeby o nią nie zawadzić, a do tego podczas wsiadania nie przeszkadza nam narożnik deski rozdzielczej; wystaje zaledwie 14 cm i jest zaokrąglony.
Wysokość wnętrza mierzona od górnej krawędzi przedniej szyby do podłogi to 113 cm, natomiast szerokość na wysokości łokci wynosi 151,5 cm. Z kolei odległość podłogi od nawierzchni to 36,5 cm (przed fotelem kierowcy). Mniej więcej na tej samej wysokości znajduje się podłoga przed tylnymi siedzeniami. Oparcie maksymalnie odsuniętego fotela oddalone jest od pedału hamulca o 116 cm, przy czym z powodu wyjątkowo długich szyn, fotel przesuwam o 3 cm do przodu. Przy maksymalnie cofniętym fotelu kierowcy, między oparciami z tyłu pozostaje 61 cm (a w moim przypadku 64 cm).
Bardzo ważna dla naszego komfortu jest możliwość wysunięcia nóg do przodu w stosunku do koła kierownicy (aż 54 cm). By to zmierzyć musimy odznaczyć na podłodze pion maksymalnie wyciągniętej kierownicy a także odległość tego punktu od początku podnóżka na wnęce koła.
Odchylana podłoga bagażnika znajduje się na wysokości 73 cm. 10 cm pod nią istnieje drugie dno. Mierząc od spodu, pokrywa bagażnika unosi się (elektrycznie) na wysokość 188 cm i nie ma ostrych krawędzi. Opony przednie mają rozmiar 235/45-21 a tylne 265/40-21, wysokość koła to 72 cm, felga toczy się 6 cm nad nawierzchnią.
Reasumując: Mercedesa GLC 400 AWD EQ spokojnie można uznać za topowego suva segmentu D premium. Model z wyposażeniem podstawowym kosztuje 260 081,30 zł, egzemplarz testowy z większością dodatków i wszystkimi systemami (+VAT) kosztuje 443 346,00 zł. To dużo, by nie powiedzieć bardzo dużo. Za podobnej wielkości suva z Chin o wysokich osiągach i z pełnym wyposażeniem, który co prawda Mercedesem nie jest, trzeba zapłacić mniej więcej o połowę mniej. Lekko więc nie będzie.
Wojciech Sierpowski























