Chiny dawno już przestały kojarzyć się z rowerami i szarymi mundurkami. Na naszych oczach kraj ten stał się potęgą światową prawie w każdej dziedzinie. A to co zrobił ze swoją motoryzacją nie mieści się w głowie. Mógłbym wymienić kilka imponujących pojazdów, takich jak np. MG Cyberster, Omoda 7 Super Hybrid, z których przesiadłem się do Chery Tiggo 7 – auta segmentu C, a więc samochodu najbardziej popularnej klasy na świecie, wyróżniającego się nie tylko przyjemnym wyglądem i sporym wnętrzem, ale przede wszystkim dobrą proporcją ceny do tego co otrzymujemy za nasze pieniądze.

Nomen omen odebrałem Tiggo 7 właśnie w szarym mundurku, a więc aktualnie modnym kolorze, za sprawą którego auto wydaje się skromne, nie rzucające się w oczy, ale za tym – skąd inąd dobrze dobranym odcieniem – kryje się to czego oczekujemy po nowoczesnym samochodzie tej klasy. W segmencie C nie chodzi o to, by auto imponowało jedną z cech. Lecz o uzyskanie wysokiej średniej w zakresie wszystkich cech oraz o niezawodność. Jak przystało na dzisiejsze czasy, Tiggo 7 jest SUVem, aczkolwiek chyba nadużywamy tej nazwy. Tego typu auta zdominowały świat i wszystkie statystyki sprzedaży, przez co stały się już normą. Gołym okiem widać, że rzadko która firma – w obawie przed kłopotami ze sprzedażą – decyduje się na produkcję klasycznego niskiego samochodu. Preferujemy auta wysokie, o podniesionym zawieszeniu, dużej kubaturze wnętrza, w których widzimy więcej i bezpieczniej się czujemy. Takie właśnie jest Tiggo 7.

Być może design nie jest jakiś odkrywczy, nowatorski, ale też niedrażniący nikogo, a przy tym nowoczesny. Gdyby nie grill wypełniony wzorem parametrycznym, typowy dla producentów chińskich, nie domyślił bym się z jakiego kontynentu auto pochodzi. Zresztą przy międzynarodowych teamach stylistów granice w designie coraz bardziej będą się zacierały. Podoba mi się dynamizująca sylwetkę linia pasa przełamana dopiero w trzeciej parze bocznych okien. Natomiast nie bardzo przypada mi do gustu za dużo czerni w dolnej części ‘twarzy’. Wolałbym oddzielone kurtyny powietrza oraz dodatkowy wlot powietrza u dołu.

Ciekawe jest to, że po otwarciu maski komora silnika – za sprawą kapsuły dźwiękochłonnej – nadal jest zamknięta. Pozostawiono tylko dostęp do króćców wlewowych. A tak naprawdę da się otworzyć plastikową pokrywę i zajrzeć nieco głębiej, ale do naprawy i tak za słaby dostęp, jak gdyby sugerujący bezawaryjną pracę układu napędowego. Zgodnie z napisem AWD na tylnej klapie, moc 147 KM z silnika T-GDI R4-1.6 poprzez 2-sprzęgłową przekładnię DCT7 kierowana jest na wszystkie koła. Ku zaskoczeniu na zegarach możemy wyświetlić obrotomierz – który w dobie ograniczników obrotów oraz przekładni automatycznych stracił potrzebę istnienia. Ale kto się do niego przyzwyczaił z pewnością będzie lubił powracanie do niego. Obrotomierz pokazuje między innymi jak mają się obroty silnika do aktualnie włączonego przełożenia.

I tak np. przy 100 kmh na najwyższym przełożeniu pracuje on z obrotami ok 1800/min. To jest poziom przy którym w kokpicie jest cicho i oszczędnie. Ale nie zawsze poruszamy się spokojnie, i dlatego, mimo zapowiedzi producenta 7,0 l/100 km, komputer pokładowy wylicza średnią na blisko 10 l/100 km. Oczywiście na wynik wpływa zarówno masa pojazdu (1678 kg) jak i przeważająca jazda miejska. Tiggo przyspiesza w 9,4 s do 100 kmh i osiąga prędkość 180 kmh. Wnętrze w zasadzie typowe dla chińskich aut nie tylko tej klasy; wypukła deska rozdzielcza, gigantyczna piętrowa konsola środkowa, masywnie wyglądająca kierownica – szkoda tylko, że trochę za śliska, zestaw dwóch monitorów połączonych wspólną szybą.

Jak zwykle brakuje znacznie większego czasomierza widocznego nawet z tylnych siedzeń. Charakterystyczna dla Tiggo jest dźwignia zmiany biegów przypominająca głowę węża (?). No i oczywiście bogate wyposażenie w systemy elektroniczne. Kto zechce porównać Tiggo 7 z wozami konkurencyjnymi, z pewnością ułatwią mu to gabaryty oraz nasze pomiary wnętrza. Rozstaw osi sięgnął 267 cm, długość 455 cm, szerokość 186 cm, wysokość 169,6 cm. Wsiadając nie zawadzamy o krawędź dachu, bo jest ona położona 143,5 cm nad nawierzchnią (pomiar po otwarciu drzwi), a do tego nie przeszkadza nam deska rozdzielcza wygięta końcami do przodu. Jej narożniki wystają z otworu drzwiowego 17 cm. Wysokość wnętrza mierzona od górnej krawędzi przedniej szyby do podłogi to 115,5 cm, natomiast szerokość na wysokości łokci 147 cm.

Z kolei odległość podłogi od nawierzchni (mierzona we wnętrzu tuż przed fotelem kierowcy) to 41 cm. Odległość między oparciem fotela od pedału hamulca to 107 cm, przy cofniętym fotelu między oparciami z tyłu pozostaje 66,5 cm. Bagażnik ma pojemność 500 litrów i jak przystało na hatchbacka da się ją powiększyć poprzez położenie oparć tylnych siedzeń. Podłoga położona jest na wysokości 77,5 cm. Pod nią znajduje się dojazdowe koło zapasowe położone na styropianowej podstawce. To oznacza, że zamiast tego, przewidziano wożenie pełnowymiarowego koła zapasowego. Mierząc od spodu, pokrywa bagażnika unosi się elektrycznie na wysokość 179 cm. Koła mają rozmiar 225/55-19, ich wysokość to 70 cm, felga toczy się 8,5 cm nad nawierzchnią.

Patrząc z zewnątrz wydaje się, że prześwit wynosi ze 30 cm, ale jest to złudne, bo poniżej płyty podłogowej przebiega układ wydechowy z tłumikami – ok 18 cm nad nawierzchnią. Jakby nie patrzeć to i tak sporo, by w powiązaniu z układem AWD i solidnymi oponami nie bać się byle przeszkody. Cena Chery Tiggo 7 w Polsce zaczynają się od 124 900 zł za wersję benzynową Essential 1.6 T-GDI. Wyższe wersje to m.in. Comfort (od 134 900 zł) i Prestige AWD (od 154 900 zł). Dostępna jest także wersja hybrydowa plug-in, która kosztuje od 154 900 zł w wersji Essential.

Wojciech Sierpowski

Powiązane zdjęcia: