Alternatywne strategie marketingowe znane są nie od dziś. Na tej zasadzie nie wszystkie samochody z Chin trafiają na nasz rynek prosto od producentów. Dobry przykład stanowi włoski koncern DR International, którego dział motoryzacyjny DR Automobiles, istniejący od 20 lat, stworzył kilka marek i pod nimi oferuje chińskie auta różnych koncernów, montowane w systemie SKD, dostosowywane do europejskich wymogów homologacyjnych, dopieszczone i uszlachetnione we Włoszech, a nawet w większości modeli wyposażane w zasilanie gazem (LPG).
W naszym kraju inicjały założyciela firmy Massimo Di Risio będą, a właściwie już są, wykorzystywane jako nazwa koncernu oraz nazwa marki (podobnie jak w przypadku Fiata). Kilka linii modelowych poznaliśmy podczas Warsaw Motor Show gdzie momentami trudno było przecisnąć się do prezentowanych modeli Sportequipe, Evo, Tiger, DR i Ich-X.

Pierwszym z samochodów, który dokładniej poznaliśmy jest DR Sportequipe 6 GT. SUV z pogranicza segmentów C i D, bazujący na modelu Jetour Dashing koncernu Chery. W czasie prezentacji Jetour powiedziano, że nadwozie projektował były stylista Porsche, więc nic dziwnego, że sylwetka auta wpada w oko. Nie wiem tylko, dlaczego jego twarz zdobił koszmarny grill, jeden z najbrzydszych jaki kiedykolwiek widziałem. Najwyraźniej Włosi, mający dobre wyczucie designu, już wcześniej do tego doszli i opracowali własny grill, dzięki któremu Sportequipe wygląda perfekcyjnie do czego dokładają się również felgi pasujące do suva o sportowym charakterze. Ogólnie design 6 GT to strzał w dziesiątkę. Uwagę zwracają świetne proporcje, szyby minimalnie zagłębione w otaczające je powierzchnie – co zapewne wpływa na mniejszy szum powietrza w czasie jazdy i po prostu nowocześniej wygląda.

Zgodnie z życzeniem aerodynamików klamki idealnie zlicowano z płaszczyzną drzwi. Gdy zbliżamy się do auta z kluczykiem w kieszeni samoczynnie wysuwają się. Dynamiki sylwetce dodaje cała twarz, zawinięta do góry dolna linia okien, ciekawy wzór tylnych świateł oraz imitacja dyfuzora. Biorąc pod uwagę rozstaw osi 272 cm i gabaryty 459x190x168,5 cm 6 GT właśnie rozstawem osi i szerokością wpisuje się w segment D, a długością i wysokością w segment C. Dużą szerokość odbieramy również we wnętrzu. Nasze pomiary wskazują, że ten parametr na wysokości łokci wynosi 151,5 cm a wysokość wnętrza mierzona od podłogi przed fotelem kierowcy do górnej krawędzi szyby 112,5 cm.

Wsiadając nie zawadzamy o krawędź dachu, bo jest ona położona 150 cm nad nawierzchnią (pomiar po otwarciu drzwi), a do tego nie przeszkadza nam deska rozdzielcza, której narożniki wystają z otworu drzwiowego 21 cm. Z kolei odległość podłogi od nawierzchni to 37 cm. Oparcie maksymalnie cofniętego fotela od pedału hamulca to 103 cm, przy takiej jego pozycji między oparciami z tyłu pozostaje 69 cm, więc dostatecznie dużo miejsca na nogi mają nie tylko osoby siedzące z przodu lecz również z tyłu. Bardzo ważnym dla naszego komfortu jazdy jest wysunięcie do przodu pedaliery i wnęki koła. Gdy odmierzymy pion od koła kierownicy, to odległość od tego punktu do początku podnóżka na wnęce koła wynosi 52 cm, To jest dobry rozmiar nawet dla rosłego Europejczyka, by nie musiał podróżować z podkurczoną lewą nogą. Przechodząc do tyłu – czyli do bagażnika, jego podłoga znajduje się wysoko – 79,5 cm nad nawierzchnią. Pod nią nie znajdziemy koła zapasowego, bo jego miejsce zajęła butla z gazem – czyli coś za coś. Swoją drogą, ja bym chciał jakieś alternatywne rozwiązanie, bo bez koła choćby dojazdowego czegoś mi w samochodzie brakuje. Bagażnik ma pojemność 486-977 litrów. Klapa otwierana jest elektrycznie.

Wnętrze podobnie jak i nadwozie odznacza się dobrym designem – w tym również tzw nocnym (chodzi o wyświetlacze i podświetlenia). Tapicerka z czerwonymi wstawkami i szwami pachnie Włochami. Koncepcja ekranów jest dla mnie wzorowa – super mały przed kierowcą, duży, dotykowy po środku. Jak zwykle pewne sekwencje wymagają przyzwyczajenia, a poza tym monitor w niektórych przypadkach słabo reaguje na dotyk, przez co musimy powtarzać ten ruch. Zabrakło mi wyświetlania znaku pokazującego dopuszczalną prędkość jazdy, do którego przyzwyczaiły mnie najnowsze modele, a poza tym uważam, że czasomierz powinien być na tyle duży, by nawet osoby siedzące z tyłu mogły odczytać która jest godzina. Mimo wszystko, najbardziej zabrakło mi podgrzewania koła kierownicy. W słonecznej Italii pewnie nie ma to znaczenia, natomiast u nas – zwłaszcza przy ujemnych temperaturach występujących przez dłuższy czas zimną kierownica powoduje, że auto odbierane jest jako zimne, bo kierownicę na ogół trzymamy gołymi rękoma, więc w największym stopniu odczuwamy jej zimno.

Fajnie rozpracowano małe pokrętła na kierownicy służące między innymi do regulacji głośności audio, ale również lusterek zewnętrznych. Z kolei niepotrzebnie wyświetlacz temperatury zewnętrznej znalazł się na drzwiach kierowcy, a więc w miejscu, odciągającym wzrok kierowcy od drogi. Nie mówiąc o tym, że odczytanie danych w tym miejscu – zwłaszcza w dzień – czasami uniemożliwia odbłysk światła. Bardzo poręczne jest koło kierownicy o średnicy zewnętrznej 35,5 cm, spłaszczone u góry i u dołu. Podczas testu ergonomia wnętrza nie wzbudzała zastrzeżeń, podobne jak i komfort jazdy i co ogromnie ważne, główne ‘narzędzia’ sterujące działają precyzyjnie – czego nie mogłem stwierdzić w niektórych autach nie tylko z Chin. Układ kierowniczy, hamulcowy i dozowania ‘gazu’ zapewnia dobre wyczucie tego co dzieje się z kołami. O ile znam Włochów, właśnie oni cenią w autach te cechy. Nawiasem mówiąc, Włosi lubią też słyszeć silnik, najchętniej co nieco przytłumiony rasowy jego warkot. I nie da się ukryć, że silnik testowanego auta robi się głośnawy gdy przyspieszamy, natomiast cichnie podczas jazdy ze stałą prędkością – zwłaszcza gdy włączy się już najwyższy bieg. Wtedy obroty silnika przy 100 kmh spadają do 1900/min.

Sportequipe 6 GT napędzany jest jednostką benzynową 1,6 R4-T-GDI, z której moc 185,6 KM i moment obrotowy 290 Nm, poprzez automatyczną przekładnię 7DSG płyną na przednie koła. Testowana wersja miała wbudowany we Włoszech system zasilania gazem LPG. Co prawda silnik uruchamiany jest benzynowo, ale zaraz następuje samoczynne przełączenie na gaz i tak jeździmy, aż do jego wyczerpania, po czym również automatycznie następuje przełączenie zasilania na benzynę. W czasie eksploatacji gazowej, silnik ma minimalnie mniejsze osiągi, ale ich spadku nie wyczuwamy. Ważące 1562 kg auto i tak nieźle przyspiesza w ok 9 s osiągając prędkość maksymalną 200 kmh. Przy zasilaniu gazem spala 9,9 l/100 km, a zużywając benzynę, średnio pobiera 7,6 l/100 km. Zbiornik benzyny ma pojemność 57 l, a gazu 83 litry. Zasięg na gazie wynosi 671 km, a na benzynie 750 km. Łączny zasięg jest więc imponujący.

Test Sportequipe przypadł na dni, w których drogi były mocno zaśnieżone, więc łatwo było ocenić zachowanie się auta na ekstremalnie śliskiej nawierzchni. Okazuje się, że wyważenie auta i stabilność jazdy tego przednionapędowca jest ok. Charakterystykę układu jezdnego Włos dobrali perfekcyjnie. Momentami brakowało tylko klasycznego ręcznego hamulca, ale jak to Czesi mawiają ‘to se ne wrati’. Jedno było dla mnie pewne; w tych warunkach doskonale spisywały się opony, które w połączeniu z charakterystyką tylnego zawieszenia typu multilink nie dawały odczuć podsterowności. To wszystko zdecydowanie wpływa na poczucie pewności w prowadzeniu auta. Nawiasem mówiąc duże koła z oponami zimowymi mają rozmiar 255/45-20. Wysokość koła to 72,5 cm, felga toczy się 7,7 cm nad nawierzchnią, więc nie jest jakoś specjalne narażona na uszkodzenia, a wysokie boki opon z pewnością mają wpływ na zdolność połykania nierówności – czyli na komfort jazdy. Właściwości opon były na tyle dobre zarówno na śniegu jak i na mokrym asfalcie, że aż sprawdziłem ich markę i nazwę: Fortune (Made in China), Nivalis Winter Pro SUV.

Reasumując; DR Sportequipe 6 GT jest ciekawą alternatywą dla lekko usportowionych suvów tej klasy. Przyciąga nie tylko spojrzenia, ale wciąga głębiej, wzmagając zainteresowanie. Kilka osób chciało się dowiedzieć czegoś więcej. Byli zaskoczeni, że auto dociera do nas za pośrednictwem włoskiej firmy DR. A ta oferuje już 11 modeli na naszym rynku, więc choćby z tego powodu 6 GT nie będzie miało łatwego życia – zwłaszcza przy cenie 177 tys zł. Znacznie korzystniej wygląda kupno wersji czysto benzynowej – 145 tys zł.
Wojciech Sierpowski, fot. autor i N.Ostrowski

Powiązane zdjęcia: