Tak się złożyło, że po trzech samochodach o napędzie elektrycznym, z którymi w ekstremalnie mroźne dnie i noce mieliśmy spore problemy, bo podczas postoju nocnego zasięg topniał nawet o 15 km, podczas miejskiej jazdy dziennej zasięg malał mniej więcej dwukrotnie szybciej niż przybywało kilometrów na liczniku, a co gorsza dwukrotnie nacięliśmy się pozostawiając auto raz na godzinę a raz na półtorej godziny podłączone do szybkiej ładowarki, po czym gdy wróciliśmy do auta zobaczyliśmy napis ‘usterka’. Raz zasięg wzrósł o 50 km, ale za drugim razem przybyło 0,0. Muszę powiedzieć, że nawet takiemu optymiście co do elektryków mina zrzedła. Zmarzłem i co nie mniej przykre, zostałem na lodzie.

Problem polegał na tym, że przed nami była trasa Warszawa-Zakopane-Warszawa. Czy ktoś by się odważył jechać elektrykiem? My wybraliśmy hybrydę opakowaną samochodem Renault Symbioz. Z pewnością tak cicho jak w elektryku nie było, ale poza tym wszystko ok. Miejsca nie brakowało ani z przodu ani pasażerom tylnych siedzeń. Ba, nawet bagażnik okazał się duży. Pod jego uchylaną podłogą skryta była niespodzianka; koło dojazdowe. Nawet jeśli statystycznie jest rzadko używane, to zdecydowanie wpływa na spokój ducha. Latem hybryda średnio zużywała 6,5 litra/100 km. Teraz, podczas ostrej i śnieżnej zimy spodziewaliśmy się średniej ok 9-10 l/100 km. Było nawet trochę lepiej, bo komputer wyliczył 8,2 l/100 km. Krótkie odcinki jazdy w mieście, gdy ruszamy z zimnym silnikiem zdecydowanie źle wpływają na średnią, która dochodzi a nawet nieznacznie przekracza 10 l/100 km. Zresztą litr mniej czy więcej nie ma aż takiego znaczenia. Ważne, że na każdej kolejnej stacji benzynowej możemy się zatrzymać, w ciągu kilku minut napełnić zbiornik paliwa i znowu mieć zasięg rzędu 640 km. Atutem tej hybrydy jest samowystarczalne zaopatrywanie się w prąd. Nie musimy jej doładowywać z zewnętrznego gniazdka i szukać ładowarki.

Jedyny problem jaki wystąpił gdy wsiadałem do mocno wychłodzonego Symbioza, to dość długi okres nagrzewania się wnętrza, ale za to jak się nagrzeje, to temperaturę możemy sobie ustawić wysoką i czuć się prawie jak w saunie. Hybryda składa się z silnika spalinowego R4-1.8-109 KM oraz elektrycznego 49 KM. Łącznie możemy liczyć na moc 160 KM, za sprawą których Symbioz o masie własnej 1390 kg przyspiesza w 9,1 s do 100 kmh i rozpędza się do 180 kmh. Tym samym można powiedzieć, że osiągi nie wzbudzają zastrzeżeń, a spora masa pojazdu – dzięki elektrycznemu wspomaganiu – praktycznie staje się niewyczuwalna. Autostradą podróżuje się bezproblemowo i komfortowo – nawet z maksymalną dozwoloną prędkością. System utrzymujący auto w pasie ruchu i odporność na boczne podmuchy wiatru zwiększają poczucie bezpieczeństwa. Na krętej, pofalowanej drodze odnotowałem precyzyjne prowadzenie.

Ogólnie sylwetka Symbioza przypomina podwyższone kombi albo wydłużony z tyłu hatchback. Design boków oraz tyłu nadwozia wzorowy. Do ukształtowania przodu też nie sposób mieć zastrzeżenia, ale gdyby nie logo, ‘twarz’ byłaby słabo rozpoznawalna. Brakuje mi w niej czegoś co nawet przy spojrzeniu z daleka krzyczałoby ‘uwaga! nadjeżdża Renault’. Mimo to design spokojnie można uznać za bardzo atrakcyjny, nowoczesny.

Jeśli chodzi o wnętrze, całość jest praktyczna, ale pod względem designu niewyróżniająca się niczym szczególnym. Może i dobrze, bo dzięki temu wprowadza atmosferę spokoju podczas jazdy. Niestety nie podoba mi się zestaw zegarów, na który kierowca często zerka. Wszystko działa tak jak w pozostałych nowych modelach tej marki. Fajnie opracowano konsolę środkową. Dzięki dużemu zakresowi regulacji fotela, Symbioz jest jednym z niewielu aut, w których fotela nie muszę odsuwać do końca. Jednak wnętrze wydało mi się dość wąskie. Na poziomie łokci odmierzyłem 142 cm. Z tyłu miejsca na nogi nie brakuje, nieco gorzej z szerokością, gdy wsiądzie trzecia osoba. Dach naszego egzemplarza testowego wyposażony został w wielką przeszkloną szybę, która za dotknięciem przycisku robiła się mleczna, częściowo lub w całości. Jak przystało na samochód rodzinny, bagażnik jest duży i ustawny. W zależności od położenia przesuwnej tylnej ławy ma pojemność 492-624 litry, a po złożeniu oparć 1582 litry.

W sumie ważne jest to, że auto jest przestronne i pojemne, a dzięki dobrej pozycji za kierownicą, niezależnie od długości trasy, albo czasu spędzonego w korkach miejskich możemy czuć się zrelaksowani, a do tego jest ładne i z prześwitem 16,9 cm oraz dobrze dobranym zawieszeniem nie boi się dróg o marnej jakości nawierzchni. Ogumienie tej wersji ma rozmiar 225/40-19.
Najniższa cena Symbioza w chwili testowania wynosiła 115 900 zł, a testowany egzemplarz kosztował 168 700 zł.
AgaeM, WS

Powiązane zdjęcia: